poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 1 "You met me in the backyard that night"

Już jutro mam zobaczyć mój ukochany zespół na żywo! Pewnie za jakieś 2 lata zapłaciła bym fortunę za Meet & Greet a teraz mam go w 100% za darmo. Przez cały tydzień jestem wyjątkowo... życiowa. Wspominałam wam, że jestem depresantką bez życia? Dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu siedzenia w internecie to dużo? Może trochę. Nie twierdzę, że jestem uzależniona czy psychicznie chora, jestem oddana. Przed Sleeping with Werewolfes byłam fanką Bring Me The Horizon i One Direction. Pisałam o nich parę fanfiction i śledziłam konta na twitterze. Jarałam się nowymi singlami i kolekcjonowałam albumy, które teraz dumnie leżą na półce obok tych okropnych.. zdjęć rodzinnych. Dlaczego okropnych? Moich rodziców przerosła opieka nade mną i postanowili zostawić mnie u obrzydliwej, tłustej kobiety, która śmie nazywać się moją ciocią. Najgorsze w tym jest to, że zostawili sobie mojego "kochanego", przykładowego starszego o ponad 10 lat braciszka, maminsynka - Ben'a. Facet już długi czas mimo dobijającej trzydziestki nie może znaleźć ani pracy ani żony. Jednak mamusia i tak wyżywia go i trzyma pod swoim dachem. Czemu? Bo lepszy duży dzieciak niż niestabilna psychicznie nastolatka z już prawie dziurawymi nadgarstkami. Stwierdzili, że pobyt u cioci Helen "osoby z ciężką ręką" poprawi moją sytuację, ale szkoda, że ona tez ma mnie w dupie i woli opiekować się Stacy - swoją kochaną córunią.

Dzięki bogu, że mam przynajmniej komputer, idoli i paczkę internetowych kupeli przytrzymujących mnie przy życiu. Każda wiadomość od nich poprawia mi humor i na mojej brzydkiej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Nie wiem co ja bym bez nich zrobiła, pewnie wąchała kwiatki od dołu.

Ok, czas iść do szkoły, stawić czoła najgorszym potworom - ludziom. Nikt nie potraktuje cię gorzej niż oni. Tylko od nielicznych możesz oczekiwać przyjaźni i zrozumienia, reszta to bezduszne zombie. Chodzę do szkoły tylko i wyłącznie dlatego, że jest obowiązkiem. Moim celem jest zaliczyć na dwójkę ostatni rok gimnazjum i będę wolna jak ptak. Jeśli obleję przez następny rok będę zmuszona tu uczęszczać przez następną wieczność.

Na czwartej przerwie po kolejnej sesji wyzwisk od Lucy Meadows i pale z matematyki musiałam trochę ochłonąć. Wyszłam na zewnątrz budynku szkoły i siadając na niskim schodku pod drzwiami wejściowymi wyjęłam z kieszeni skórzanej kurtki paczkę Marlboro. Włożyłam cienki rulonik do ust i zapaliłam zaciągając się kojącym myśli dymem. Wydmuchiwałam biało-szare chmurki i patrzyłam jak znikają ulatniając się w zimnym, jesiennym powietrzu.
Biorąc kolejnego bucha poczułam obecność obok mnie niejakiego Nialla Jamesa Horana - szkolnego "bad boy'a" z równoległej klasy. Zawalił już rok raz albo dwa i ma to głęboko w dupie. Cenię sobie takich ludzi i zazdroszczę im perspektywy z jaka spoglądają na świat. Niall wydaje mi się być jedyną normalną osobą w całym tym budynku pełnym idiotów i nie ukrywam: ciekawi mnie i on i jego osobowość.
-Kotek? Masz zapałki? - zapytał wskazując palcem na niezapalonego papierosa w jego ustach. Wyjęłam z kieszeni paczkę zapałek i zbliżając się do niego samodzielnie podpaliłam zawinięty tytoń. Dało mi to chwilkę czasu na dokładne przyjrzenie się mu. Jego skóra była strasznie blada, jakby nigdy nie wychodził na słońce, oczy miał hipnotyzująco-błękitne, usta jasnoróżowe co pasowało do różowego pasemka włosów po lewej stronie głowy. Uśmiechnął się do mnie w podziękowaniu i ukazał szereg białych zębów, dwa z nich były wydłużone i naostrzone, ale pewnie kręci go wampirzy motyw i postanowił chirurgicznie dorobić sobie takie cudeńka. Kocham fantasy a zwłaszcza Pamiętniki Wampirów, uwielbiam tą cholernie wciągającą historie i nie obchodzi mnie, że czytałam ją już setki razy...

Po wypaleniu szluga podniosłam się ze schodka i weszłam do budynku szkoły. Horan przy samym wejściu złapał mnie za rękę i jeszcze raz podziękował za ogień. Próbował mnie też zaprosić do Mojito Club dziś wieczorem, bo podobno ma bóg wie jaki zespół i chciał bym ich oceniła. Odmówiłam. Dzisiaj mam spotkanie z innym zespołem, ups, może innym razem.

Przez cały ten czas oczekiwania na spotkanie ze Sleeping With Werewolfes ani razu z nimi nie pisałam. Jedynie Luke podał mi datę, godzinę i miejsce spotkania. Mam chyba iść na jakąś prywatną imprezę w ogrodzie państwa Kjellberg. Po powrocie do domu muszę się jakoś fajnie ubrać. Czy ich koszulka będzie stosowna? Czy może postawić na jakąś seksowną sukienkę? Odpowiadanie sobie samej na te pytania zajęło mi trzy godziny lekcyjne i mogłam już wrócić do domu. Ubrałam się tak jak postanowiłam, czyli w krótką, zwiewną spódniczkę i zwykły czarny t-shirt. Nic specjalnego, ale też nie jakoś strasznie nudno. Włosy lekko pofalowałam i postawiłam na no-make-up. Naturalne piękno się liczy tak?

Wsiadłam na mój miętowy rower i pojechałam pod wyznaczony adres. "Zaparkowałam" mój pojazd pod drewnianym płotem i weszłam na posesję, na której impreza już na dobre się rozkręciła. Parę gości leżało na ziemi a reszta bawiła się na parkiecie do jakiś Disco Polowych piosenek z lat '80. Każdy ma swoje gusta, ale no proszę was...

Usiadłam na białym krzesełku popijając jakiegoś słabego, kolorowego drinka. Nawet nie zauważyłam jak przy stole siadło czterech napakowanych kolesi. Jeden z nich objął mnie ramieniem a ja jak porażona prądem wpatrywałam się w nich czując dziwne dreszczyki przebiegające przez moje ciało. To byli oni. Moi idole. Powiedziałam sobie w myślach i otarłam niewidzialną łzę.


1 komentarz:

  1. Omg tełooo dawaj następny, umieram, ok ♡ to ff jest jak życie lmao

    OdpowiedzUsuń