niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 3 "In the moonlight"

-No hej, mała. Jak ci się tu podoba? - zapytał chłopak z piercingiem w dolnej wardze - Luke.
-Yyy.. cholernie nie moje klimaty szczerze mówiąc. - westchnęłam.
-Nasze też. Nie martw się, rozkręcimy ten pogrzeb. - odezwał się mocny, australijski akcent. Tak, to Ashton. Wstał z plastikowego, ogrodowego krzesła. Wiatr układał jego blond loki. Zarzucił czarną, skórzaną kurtkę na plecy i wszedł na małą, prowizoryczną scenę odganiając "Dj'a", którym był sam PewDiePie, właściciel tej oto posesji, na terenie której jestem. Irwin ruchem ręki przywołał resztę chłopaków, którzy jak za rozkazem poszli za nim.
-1, 2, 3... - czerwonowłosy chłopak, Michael sprawdził działanie swojego mikrofonu. - Jak się bawicie? - krzykną żywiołowo ożywiając tłum jeszcze żywych gości. W odpowiedzi dostał piski pań i niskie krzyki panów. - Jesteście gotowi? - I znowu szum widowni. - Więc zaczynamy..! Ale za chwilę bo to czas na głęboką przemowę. - westchnął biorąc swoją elektryczną gitarę w dłoń i przerzucając jej pas przez ramię. Reszta chłopaków również wzięła swoje instrumenty a Ashton usiadł za perkusją. - Jak już niektórzy wiedzą Luke niedawno naćpał się miłością i nie tylko miłością. Alex, oh Alex była wspaniałą dziewczyną.. Pamiętam ich błysk w oku gdy byli razem. Obserwowałem ich jak nieźle bawili się na plaży. Hemmo nie raz powtarzał historię o tym gdy jego mama nakryła ich po ten tego... Wiecie o czym mówię - zachichotał tworząc kółko z kciuka i palca wskazującego do którego włożył palec wskazujący drugiej ręki i zabawnie poruszał brwiami. Tłum zawtórował mu śmiechem, ja również parsknęłam na widok wyrazu twarzy Michaela. - W każdym razie niedawno się pokłócili i Hemmings jak zwykle nie mógł się pozbierać a wszystkie swoje uczucia przelał na ten tekst. Czas na Low.

W brzuchu poczułam ucisk gdy tylko mocne dźwięki gitary i perkusji przeszły od uszu przez całe moje ciało. Lekkie ciarki przebiegły po moim karku. Niski głos Luke'a rozbrzmiał słowami.

Should I use my heart or my head?
I wish that I could just replay the thoughts
Of things I never said
Should I use my heart or my head?
I wish that I could just turn back the time
Start over again
But if we’re laying it on the line this time
I better say this now

You make me feel low
Don’t make me feel low
'Cause I tried so hard to convince myself
It’s okay that I feel this way
You make me feel low
Don’t make me feel low
If I can’t have you, I’d be by myself 
'Cause you know I need you
So don’t make me
Don’t make me feel low*


Czułam gorycz w tych słowach i zrobiło mi się smutno. Nie jestem raczej uczuciowa, ale ich piosenki działają na mnie dziwnie. Jakby wyzwalały we mnie resztki człowieczeństwa. Następną zwrotkę śpiewał Calum.

So tell me why did it take
Sixteen years to figure out how to love?
Just to throw it all away (throw it all away)
She said maybe if you’d been a little bit smarter
Maybe if you’d tried hard enough 
I wouldn’t question why I shouldn’t stay (why I shouldn't stay)
If you expect me to come back around
You better show me that you’ve changed

You make me feel low
Don’t make me feel low
'Cause I tried so hard to convince myself
It’s okay that I feel this way
You make me feel low
Don’t make me feel low
If I can’t have you, I’d be by myself
'Cause you know I need you
So don’t make me
Don’t make me*

Kocham jego głos jest w 100% delikatniejszy od pozostałych, ale nadal ma to coś i zdecydowanie pasuje do ich piosenek. Następna zwrotka należała do Irwina, z którego już strumieniami spływał pot. On na każdym występie wkłada w granie całego siebie, pewnie już nie jedną pałeczkę złamał grając tymi stalowymi rękami. 

Don’t make me walk out the door
Don’t you throw it away
Don’t make me
Don’t make me
'Cause I’m leaving for good
And I’m not coming back again 
And I'm not coming back again

When I said it was over I meant it
But now I can’t let you go
But still I just can’t accept that 
You make me feel so 
You make me feel so

Jezu, oni naprawdę brzmią niesamowicie na żywo. Ich wysokie noty to życie. Serio wow. Zwrotka Michaela była ostatnią, ale jego głos zawsze umie ukoić moje zmysły i odciągnąć od problemów. Odcina mnie od świata, pomaga przetrwać. Powiecie, że to dziwne, ale on naprawdę przynosi mi szczęście i nic tego nie zmieni.


You make me feel low
Don’t make me feel low
'Cause I tried so hard to convince myself
It’s okay that I feel this way
You make me feel low
Don’t make me feel low
If I can’t have you, I’d be by myself
'Cause you know I need you, so

You make me feel low
Don’t make me feel low
'Cause I tried so hard to convince myself
It’s okay that I feel this way
You make me feel low
Don’t make me feel low
If I can’t have you I’d be by myself
'Cause you know I need you, so
You know I need you, so

I na tym koniec. Chłopaki pożegnali się i wrócili na swoje miejsce obok mnie. Wszyscy spoceni, białe koszulki i prześwitujące klaty oh, czy to niebo. 
Chyba się zapatrzałam bo Luke popstrykał palcami przed moimi oczami. Zamknęłam usta, które opadły mi na ich widok i zaczerwieniłam się. Cała czwórka zachichotała a Calum poklepał mnie po plecach w geście otuchy i zapytał: 
-Więc jak się podobało? - spojrzałam na niego z wielkimi oczami.
-Ty jeszcze pytasz? Jesteście niesamowici, kocham was.
-Więc wspaniale! - wysapał zmęczony Michael. - Chcesz autografy, zdjęcia, zadać jakieś pytania?
-Jeju, miałam kartkę, ale w sumie to po co mi ona. Skąd powstał pomysł stworzenia zespołu? - zapytała przyglądając się im z ciekawością.
-Więc tak - zaczął Ashton. - był 2011 rok tamci idioci śpiewali pod moim oknem piosenki Black Veil Brides więc wyszedłem z domu i dołączyłem do nich. Calum, Michael i tamten trzeci... - dostał mocno w głowę od Luke'a. - znali się już ze szkoły. Uznali, że mam dobry gust a gdy dowiedzieli się, że gram na bębnach od razu wpadliśmy na pomysł założenia zespołu! 
-A skąd nazwa? 
-Więc.. yyy... my... - jąkał się Irwin.
-My lubimy filmy z wilkołakami! - krzyknął Calum a reszta jakby odetchnęła z ulgą. Odpowiedziałam zwykłym "aha" i zaczęłam się im przyglądać w ciszy zastanawiając się nad pytaniem. Zauważyłam, że Luke ma dosyć długie włosy na dłoniach, dziwne..
-Dlaczego masz owłosione ręce? - zwróciłam się do Hemmingsa ze zdziwieniem. On spojrzał na mnie z szokiem i natychmiast zadarł głowę w górę. Również spojrzałam tam gdzie on, było piękne, gwieździste niebo, na którego tle widniał okrągły księżyc. Północ. Luke szepnął do Ashtona coś w stylu "Czy to dzisiaj? Jak mogłeś zapomnieć. Już prawie północ, debilu" a on marszcząc brwi jakby w zmartwieniu odpowiedział krótkie "zapomniałem".
-Um, to taka choroba, zapomniałem dzisiaj ogolić. - uśmiechnął się krzywo Luke i podnosząc się z miejsca, tak jak reszta Sleeping With Werewolfes ruszył w stronę drewnianej furtki rzucając na pożegnanie:
-Pa, musimy iść, spotkamy się jutro, dobranoc. 


Gdy zniknęli mi z oczu syknęłam sama do siebie "Cholera, nic z tego nie rozumiem".

poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 1 "You met me in the backyard that night"

Już jutro mam zobaczyć mój ukochany zespół na żywo! Pewnie za jakieś 2 lata zapłaciła bym fortunę za Meet & Greet a teraz mam go w 100% za darmo. Przez cały tydzień jestem wyjątkowo... życiowa. Wspominałam wam, że jestem depresantką bez życia? Dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu siedzenia w internecie to dużo? Może trochę. Nie twierdzę, że jestem uzależniona czy psychicznie chora, jestem oddana. Przed Sleeping with Werewolfes byłam fanką Bring Me The Horizon i One Direction. Pisałam o nich parę fanfiction i śledziłam konta na twitterze. Jarałam się nowymi singlami i kolekcjonowałam albumy, które teraz dumnie leżą na półce obok tych okropnych.. zdjęć rodzinnych. Dlaczego okropnych? Moich rodziców przerosła opieka nade mną i postanowili zostawić mnie u obrzydliwej, tłustej kobiety, która śmie nazywać się moją ciocią. Najgorsze w tym jest to, że zostawili sobie mojego "kochanego", przykładowego starszego o ponad 10 lat braciszka, maminsynka - Ben'a. Facet już długi czas mimo dobijającej trzydziestki nie może znaleźć ani pracy ani żony. Jednak mamusia i tak wyżywia go i trzyma pod swoim dachem. Czemu? Bo lepszy duży dzieciak niż niestabilna psychicznie nastolatka z już prawie dziurawymi nadgarstkami. Stwierdzili, że pobyt u cioci Helen "osoby z ciężką ręką" poprawi moją sytuację, ale szkoda, że ona tez ma mnie w dupie i woli opiekować się Stacy - swoją kochaną córunią.

Dzięki bogu, że mam przynajmniej komputer, idoli i paczkę internetowych kupeli przytrzymujących mnie przy życiu. Każda wiadomość od nich poprawia mi humor i na mojej brzydkiej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Nie wiem co ja bym bez nich zrobiła, pewnie wąchała kwiatki od dołu.

Ok, czas iść do szkoły, stawić czoła najgorszym potworom - ludziom. Nikt nie potraktuje cię gorzej niż oni. Tylko od nielicznych możesz oczekiwać przyjaźni i zrozumienia, reszta to bezduszne zombie. Chodzę do szkoły tylko i wyłącznie dlatego, że jest obowiązkiem. Moim celem jest zaliczyć na dwójkę ostatni rok gimnazjum i będę wolna jak ptak. Jeśli obleję przez następny rok będę zmuszona tu uczęszczać przez następną wieczność.

Na czwartej przerwie po kolejnej sesji wyzwisk od Lucy Meadows i pale z matematyki musiałam trochę ochłonąć. Wyszłam na zewnątrz budynku szkoły i siadając na niskim schodku pod drzwiami wejściowymi wyjęłam z kieszeni skórzanej kurtki paczkę Marlboro. Włożyłam cienki rulonik do ust i zapaliłam zaciągając się kojącym myśli dymem. Wydmuchiwałam biało-szare chmurki i patrzyłam jak znikają ulatniając się w zimnym, jesiennym powietrzu.
Biorąc kolejnego bucha poczułam obecność obok mnie niejakiego Nialla Jamesa Horana - szkolnego "bad boy'a" z równoległej klasy. Zawalił już rok raz albo dwa i ma to głęboko w dupie. Cenię sobie takich ludzi i zazdroszczę im perspektywy z jaka spoglądają na świat. Niall wydaje mi się być jedyną normalną osobą w całym tym budynku pełnym idiotów i nie ukrywam: ciekawi mnie i on i jego osobowość.
-Kotek? Masz zapałki? - zapytał wskazując palcem na niezapalonego papierosa w jego ustach. Wyjęłam z kieszeni paczkę zapałek i zbliżając się do niego samodzielnie podpaliłam zawinięty tytoń. Dało mi to chwilkę czasu na dokładne przyjrzenie się mu. Jego skóra była strasznie blada, jakby nigdy nie wychodził na słońce, oczy miał hipnotyzująco-błękitne, usta jasnoróżowe co pasowało do różowego pasemka włosów po lewej stronie głowy. Uśmiechnął się do mnie w podziękowaniu i ukazał szereg białych zębów, dwa z nich były wydłużone i naostrzone, ale pewnie kręci go wampirzy motyw i postanowił chirurgicznie dorobić sobie takie cudeńka. Kocham fantasy a zwłaszcza Pamiętniki Wampirów, uwielbiam tą cholernie wciągającą historie i nie obchodzi mnie, że czytałam ją już setki razy...

Po wypaleniu szluga podniosłam się ze schodka i weszłam do budynku szkoły. Horan przy samym wejściu złapał mnie za rękę i jeszcze raz podziękował za ogień. Próbował mnie też zaprosić do Mojito Club dziś wieczorem, bo podobno ma bóg wie jaki zespół i chciał bym ich oceniła. Odmówiłam. Dzisiaj mam spotkanie z innym zespołem, ups, może innym razem.

Przez cały ten czas oczekiwania na spotkanie ze Sleeping With Werewolfes ani razu z nimi nie pisałam. Jedynie Luke podał mi datę, godzinę i miejsce spotkania. Mam chyba iść na jakąś prywatną imprezę w ogrodzie państwa Kjellberg. Po powrocie do domu muszę się jakoś fajnie ubrać. Czy ich koszulka będzie stosowna? Czy może postawić na jakąś seksowną sukienkę? Odpowiadanie sobie samej na te pytania zajęło mi trzy godziny lekcyjne i mogłam już wrócić do domu. Ubrałam się tak jak postanowiłam, czyli w krótką, zwiewną spódniczkę i zwykły czarny t-shirt. Nic specjalnego, ale też nie jakoś strasznie nudno. Włosy lekko pofalowałam i postawiłam na no-make-up. Naturalne piękno się liczy tak?

Wsiadłam na mój miętowy rower i pojechałam pod wyznaczony adres. "Zaparkowałam" mój pojazd pod drewnianym płotem i weszłam na posesję, na której impreza już na dobre się rozkręciła. Parę gości leżało na ziemi a reszta bawiła się na parkiecie do jakiś Disco Polowych piosenek z lat '80. Każdy ma swoje gusta, ale no proszę was...

Usiadłam na białym krzesełku popijając jakiegoś słabego, kolorowego drinka. Nawet nie zauważyłam jak przy stole siadło czterech napakowanych kolesi. Jeden z nich objął mnie ramieniem a ja jak porażona prądem wpatrywałam się w nich czując dziwne dreszczyki przebiegające przez moje ciało. To byli oni. Moi idole. Powiedziałam sobie w myślach i otarłam niewidzialną łzę.